sobota, 4 kwietnia 2015

Rozdział I

(Kris)

      Baekhyun jak zwykle spał rozwalony na całym łóżku. Skopana w nogach kołdra, wpół wyciągnięta z poszewki, zmiętolona i ośliniona poduszka, którą tulił do siebie jego młodszy brat, sprawiły że uśmiech sam wkradał się na usta obserwującego. Sam nie wiedziałem jak można się tak w nocy rzucać, by rankiem łóżko było w tym stanie. Pokręciłem z niedowierzaniem głową i usiadłem przed laptopem, przeglądając dostarczone wczoraj listy. W jednym z nich znajdowało się zawiadomienie z jednej z najlepszych szkół dla "wyjątkowych" na całym świecie...'W końcu się udało!' pomyślałem. Pobiegłem do łazienki po miskę , którą od razu wylałem na oślinionego Baekhyuna. Chłopak zerwał się z łóżka na moment oślepiając mnie strumieniem jaskrawego światła. Zawsze tak miał gdy się denerwował, jednak nie widział o tym. na całe szczęście... Zamrugałem parę razy przywracając tym samym wzrok.
- Czego mnie kurwa budzisz?- krzyknął młodszy
- Pakuj się, idziemy do twojej wymarzonej szkoły.- powiedziałem niby od niechcenia, jednak w głębi sam także się cieszyłem z tego listu. W końcu bycie łowcą wskoczy na wyższy poziom. A tego właśnie pragnąłem.
********************************************************************************************************************


(Baekhyun)

Ku zdenerwowaniu Krisa, skakałem jak szalony siedząc w samochodzie gdy jechaliśmy do Seulu. Czułem się jak pięciolatek w Święta Bożego Narodzenia, gdy Mikołaj przyniesie już prezenty pod choinkę. Ale kto by się nie cieszył jadąc do wymarzonego miejsca na Ziemi.
- Przestań skakać jak jakaś małą dziecięca zabawka bo wrzucę Cię do klatki z Krakenem.- warknął blondyn mocniej zaciskając dłonie na kierownicy. Widziałem teraz dokładnie każdą bliznę na jego ciele. Każdy znak runiczny wypalony na skórze. Automatycznie przestałem skakać z ekscytacji. 
- Hyung...Kiedy ja otrzymam swoje pierwsze runy? -spytałem cicho, nieco smutnym głosem.
- Gdy będziesz gotowy - powiedział oschle mój rodzony starszy brat. Zawsze zastanawiałem się czemu taki jest. Taki zimny. A już zwłaszcza gdy pytam go o moje wstąpienie w szeregi Łowców. Tyle lat bałem się o to zapytać, tyle lat bałem się mu postawić. Jednak teraz czułem się jakby coś, lub ktoś tchnął we mnie nowe, nieznane pokłady sił i odwagi. Otworzyłem usta a słowa same płynęły.
- Zawsze mówisz to samo...Od kilku lat. Swoje runy otrzymałeś już w wieku 13 lat. Ja mam już 22 i nie mam ani jednej. Gdyby rodzice żyli miałbym już dawno temu! Bo oni by mnie trenowali, nie to co ty! Traktujesz mnie jak króliczka z porcelany jakieś zajebiście drogiej, że nic tylko chuchać i dmuchać by się nie rozbiła! - z każdym zdaniem mój głos stawał się coraz ostrzejszy i głośniejszy.
- Zamknij ryj gówniarzu! -wrzasnął. Ten krzyk sprawił, że momentalnie ucichłem.- Rodzice nie żyją i nic tego nie zmieni więc nigdy więcej o nich nie wspominaj jeśli Ci życie miłe, jasne? -nic nie odpowiedziałem. Nie byłem w stanie. Głos Krisa wciąż odbijał się echem po mojej głowie. Patrzyłem na niego jak debil z szeroko otwartymi oczami i ustami. Z transu wyrwała mnie muszka, która wleciała mi do gardła. Gdy zacząłem kasłać, w końcu Kris się rozluźnił i nawet uśmiechnął.
- Masz kanapki, po co zjadasz niewinne i brudne stworzenie -zaśmiał się pod nosem blondyn.
- Bardzo zabawne Wu YiFan...Bardzo zabawne.
~*~*~*~*~*~
Przykleiłem się do szyby jak wygłodniały pies, podziwiając ogromny gmach mojej nowej szkoły...Mojego nowego DOMU.
- Wyskakuj księżniczko, mamy kilka minut by stawić się w gabinecie dyrektora, albo szansa przepadnie i będziesz ryczał w poduszkę - mruknął od niechcenia Kris, a ja jak oparzony wyskoczyłem z auta. Poprawiłem ubranie nieco wygniecione przez długą podróż. Po chwili dołączył do mnie brat razem z dokumentami i poszliśmy do dyrekcji uczelni. 
Spotkanie przebiegało dziwnie. Zamiast omówić zasady nauki i tym podobne, dyrektor każdego trzymał za rękę przez bite pół godziny. Zupełnie jakby medytował nad czymś, lub się modlił. Gdy padło na mnie...Mężczyzna ledwo dotknął mojej dłoni i odrazu odsunął wpisując coś w dokumenty. Podobnie było z Krisem. Po spotkaniu podano nam numery pokoi i stroje "bojowe". Tylko my dostaliśmy ubrania w kolorze białym. Każdy z pozostałych uczniów posiadał szare i patrzył na nas z wyrzutem, zdziwieniem i czymś czego nie byłem w stanie zidentyfikować. Gdy wyszliśmy z gabinetu wraz z Krisem i spojrzeliśmy na swoje pokoje i nazwiska współlokatorów... byłem przerażony. Po raz pierwszy od tylu lat miałem zamieszkać z kimś innym niż mój brat. Współlokatorem Krisa miał być niejaki Huang ZiTao, a moim...Park Chanyeol... To było dziwne, Jakbym już kiedyś słyszał to imię, tylko nie wiem skad je znam. Zabraliśmy swoje rzeczy i udaliśmy się do pokoi. Miałem szczęście. mojego współlokatora nie było w pokoju, więc miałem czas by spokojnie się rozpakować i pomyśleć. W szafie zauważyłem wiszący strój bojowy...czarny..
- O co chodzi z tymi kolorami? -spytałem sam siebie gdy dotknąłem nieświadomie stroju chłopaka. Wpatrywałem się w niego, gdy nagle poczułem silny, wręcz odurzający zapach perfum rozchodzący się po całym pokoju.
- Ekhem...To chyba moje ubranie aniołku -odezwał się niski, hipnotyzujący głos. Odskoczyłem jak oparzony od szafy i schowałem ręce za plecami.
- Um...przepraszam. Zamyśliłem się i tak jakoś samo wyszło -mruknąłem cicho, jak dziecko któe ktoś przyłapał na czymś złym.
- Ty pewnie jesteś Byun Baekhyun...miło mi. Jestem Park Chanyeol -wysoki o głowę ode mnie chłopak, wyciągnął rękę w moim kierunku. Uścisnąłem ją niepewnie. Gdy tylko dotknąłem jego skóry, przeszedł mnie "prąd", który poczułem w całym swoim ciele. Rudowłosy musiał poczuć to samo bo ścisnął moją dłoń mocniej i wciągnął powietrze z głośnym świstem. Wydawało mi się, że mijają godziny a nie sekundy.
- Miło mi Cię poznać Chanyeol -powiedziałem cicho tak by głos mi się nie załamał. Zabrałem dłoń i ponownie schowałem za plecami.
- Nad czym się wtedy tak zamyśliłeś? - spytał starając się przybrać jak najbardziej naturalny ton głosu. Przynajmniej tak mi się wydawało,
- Um... Dlaczego każdy dostaje inny kolor ubrań...
- A ty jaki dostałeś? -spytał zaskoczony chłopak.
- No...biały -odpowiedziałem cicho. Moje słowa jeszcze bardziej zszokowały młodszego.
- Co tej dyrekcji strzeliło do głowy, by anioły i demony mieszkały w jednym pokoju.-powiedział szybko i głośno.
- Jakie anioły? Jakie demony? Przecież każdy z nas jest Łowcą...-spytałem zupełnie zbity z tropu.
- Kolor czarny to demon...znaczy...więcej niż demon. W tej szkole jest tylko czworo z tym kolorem. W tym ja. Ale my się szkolimy na  łowców demonów... Są też anioły czyli kolor biały...Czyli ty...
- I mój brat -wtrąciłem.
- No to dwoje aniołów...Kolor szary to zwykli Łowcy i Nefilim
- Zaraz zaraz...Chcesz mi wmówić, że jestem aniołem? Co ty brałeś? Moi rodzice byli z krwi i kości Nefilim.-mruknąłem
- Widać ta szkoła wie o Tobie więcej niż ty sam o sobie maluchu.

********************************************************************************************************************

(Kris)

Niechętnie poszedłem do swojego pokoju. O nie. Musiałem coś z tym zrobić. Przecież...Co prawda mi nie przeszkadza mieszkanie z kimś nowym w pokoju, ale Baekhyunowi?! A co jeśli współlokator okaże się sadystą? Albo wykorzysta go do czegoś? Przecież Byunnie był tak niewinnym i naiwnym króliczkiem. Wystarczy czułe słówko i uśmiech a Baekhyun już jest w stanie bez zastanowienia zrobić wszystko dla tej osoby.
- Co to do cholery jest?! -mruknąłem gdy tylko znalazłem się w swoim pokoju. Był on co prawda spory, ale w głównej mierze zawalony sprzętem do treningu siłowego i broni do różnych sztuk walki.
- To mój pokój, a z tego co widzę od dzisiaj także i twój. -usłyszałem głęboki, chrapliwy głos za sobą, tuż przy moim uchu. Zamarłem na moment i złapałem współlokatora błyskawicznie za nadgarstek i przerzuciłem przez ramie. Gdy ten znalazł się na podłodze, usiadłem na jego klatce piersiowej, wykręcając rękę młodszego.
- Nigdy...się...do mnie...nie skradaj -wysyczałem przez zaciśnięte zęby. A on...bezczelnie się uśmiechnął. Wydawało mi się też, że przez moment jego oczy błysnęły złowrogim, krwistoczerwonym blaskiem. Ale mam nadzieję, że tylko mi się wydawało.
- No no... Zapowiada się ciekawie. W końcu trafił mi się godny współlokator... Jestem Tao, a ty Anielski Wojowniku? Jak masz na imię? -spytał, a na jego ustach wciąż znajdował się ten sam uśmieszek. Ale on wcale się ze mnie nie naigrawał. Wręcz przeciwnie... ON SIĘ CIESZYŁ!!! Chcąc wstać, niechcący oparłem dłoń na jego kroczu.
- Kurwa!! -krzyknąłem zrywając się na równe nogi. On się do cholery jasnej podniecił! Czułem to... co dziwniejsze...odpowiadało mi to.
- Co ty taki delikatny? nigdy nikogo nie pomacałeś? I nie mów mi też, że nigdy Ci nie stanął na widok kogoś seksownego... I nie wmawiaj mi, że jesteś hetero, bo kolczyk w uchu mówi co innego...-zaśmiał się również wstając z podłogi i otrzepując ubranie z drobnego kurzu.- No...więc jak Cię zwą?
- Wu YiFan -mruknąłem. Nie chciałem mu mówić, że znajomi wołają na mnie Kris. Nie ufałem mu.
- Hm...Kris...wychowałeś się w Stanach? -spytał, a ja oniemiałem. Skąd on to- skąd wiem? Czytam w myślach, a twoje aż do mnie krzyczą -znów się zaśmiał- Mogę Cię nauczyć blokować myśli jak chcesz Aniołku.
- NIE MÓW DO MNIE ANIOŁKU! -warknąłem- kim ty jesteś wogóle, że wiesz?
- Twój strój. Jesteś aniołem. Nigdy nie mieliśmy tu anioła -przyznał chłopak. Kurwa...chciałem być anonimowy. By nikt nie wiedział, że ja i Baek jesteśmy kim jesteśmy. A zwłaszcza, by mój mały braciszek nie wiedział
- KRIS!! -usłyszałem krzyk Baekhyuna za sobą. Czyżby już ktoś próbował go zgwałcić?- Kris...on mi wmawia, że jestem aniołem. Powiedz mu, że się myli- mruknął Króliczek.
- No proszę...Chanyeol, Tobie również dali aniołka do pokoju- zaśmiał się ZiTao, a ja i Baek spojrzeliśmy zaskoczeni na nich.
- Owszem braciszku. Dyrektor ma w tym chyba wyższy cel, przynajmniej tak mi się wydaje -powiedział z powagą chłopak stojący za Baekhyunem.
- Słodkiego małego króliczka Ci dali, uważaj bo jeszcze w Tobie odezwie się anioł -dodał żartobliwie mój współlokator wyglądający nieco jak wychudzona Panda o zgrabnym tyłku... "Cholera...Kris czemu ty w takiej sytuacji myślisz o tyłkach?" skarciłem się.
- Kurwa pytałem o coś! -krzyknął najniższy z nas. Przytuliłem szybko braciszka.
- On kłamie. Nie jesteś żadnym aniołem jeśli chodzi o pochodzenie. -szepnąłem Baekhyunowi, który wtulił się we mnie jak małe, skrzywdzone dziecko.
- Ah tak> to w takim razie, skąd masz to? -spytał poirytowany ZiTao i rozciął koszulkę Baeka na plecach odsłaniając dwa wybrzuszenia na łopatkach chłopaka...Jak on śmiał zrobić coś takiego mojemu bratu?! Przyciągnąłem niższego bliżej siebie.
- To deformacja kości, powstałą jeszcze przed urodzeniem. -miauknął chłopak w moich ramionach.
- To żadna deformacja kości. To skrzydła, tylko jeszcze nigdy nie używane. Twój brat też ma takie tylko jego są w postaci czerwonych pręg. Bo on ich używa. -powiedział spokojnym głosem chłopak imieniem Chanyeol.
- Kłamiesz!! -krzyknął Baekhyun.
~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

No to narazie na tyle.
Mam nadzieję, że się podobało :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz